Na przestrzeni tysiącleci osiedla ludzkie zaludniały się i wyludniały. Rzym wyludnił się po upadku Cesarstwa, zresztą nie był to jedyny raz, kiedy jego populacja skurczyła się niemal do zera1. Brugia wymarła, ponieważ jako miasto portowe straciła rację bytu po tym, jak linia brzegowa morza odsunęła się na odległość kilku kilometrów od miasta. Liczne miasteczka w obydwu Amerykach wyrastały jak grzyby po deszczu na obszarach, na których odkryto złoża srebra bądź złota. Tak samo zmieniały się w miasta-duchy po wyczerpaniu tychże zasobów. Powodów było wiele, nigdy jednak proces ten nie stanowił części składowej procesu cywilizacyjnej ewolucji.
Obecnie znajdujemy się po raz pierwszy w historii w momencie, w którym całe rejony świata, w tym duże miasta, wyludniają się, w dodatku nie pod wpływem indywidualnych bądź losowych przyczyn, a ogólnoświatowych zjawisk demograficznych i społecznych. Rejony, o których mowa, to przede wszystkim kraje tzw. Cywilizacji Zachodniej oraz Europa Wschodnia, a więc państwa-spadkobiercy dawnego Bloku Wschodniego. Dzieje się tak z dwóch powodów, zresztą ściśle ze sobą powiązanych.
Po pierwsze, Europa Zachodnia (a zaraz po niej Ameryka Północna), jako pierwszy rejon na świecie, została uprzemysłowiona. Od połowy XIX do połowy XX wieku miliony ludzi napływały z rejonów wiejskich do błyskawicznie rosnących ośrodków miejskich, zmieniając nie tylko rodzaj wykonywanej pracy, ale też styl życia. Po epoce industrialnej, w wyniku automatyzacji przemysłu oraz przeniesienia ośrodków produkcji do innych rejonów świata, ogromna gałąź rynku pracy zaczęła zanikać, skutkując kryzysem miast przemysłowych (a więc w praktyce większości miast Zachodu). Europa Wschodnia uprzemysłowiła się z pewnym opóźnieniem. Poza tym gdy na kapitalistycznym Zachodzie zamykano fabryki i kopalnie z powodu braku rentowności, komunistyczny Wschód utrzymywał status quo, powodowany proletariackim paradygmatem. Proces de-industrializacji, w konsekwencji też depopulacji, dotknął więc również tereny od dawnego NRD począwszy na Syberii skończywszy, jednak nie bez kilkudziesięcioletniego opóźnienia.
Drugim powodem jest pewnego rodzaju rozdział w historii demograficznej zmiany, w którym akurat znajduje się Świat Zachodni2. Na początku osadnictwa ludzkość tworzyła tzw. Cywilizację Agrarną. Charakterystyczny dla niej był wysoki wskaźnik urodzin, oraz wysoki wskaźnik umieralności, przez co populacja utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie liczebności. Potem, w miarę rozwoju medycyny, spadała umieralność, a współczynnik urodzeń rósł. Apogeum przypadło na czasy rewolucji przemysłowej. Od tego czasu w najbardziej rozwiniętej części świata umieralność osiągnęła najniższy dotychczas poziom, lecz jednocześnie rodzi się coraz mniej dzieci.
Znajdujemy się więc w momencie, w którym nie mamy wglądu w to, co nastąpi. Nie ma bowiem historycznych odniesień, którymi moglibyśmy się posiłkować.
Generalizując: resztę świata czeka prawdopodobnie ta sama kolej rzeczy, jednak pozostałe obszary znajdują się wciąż na innych etapach rozwoju demograficznego. Prawdopodobnie spadek liczby urodzeń jest uzależniony od poziomu dobrobytu, przejścia gospodarki na rynek usług oraz innych zjawisk, które wystąpiły w Europie, zanim pojawią się w krajach gorzej rozwiniętych. Jeśli uznać, że każdy rejon świata prędzej czy później osiągnie poziom rozwoju zbliżony do dzisiejszej Europy, potwierdzi to prognozy demograficzne dla całego świata, które około roku 2070 przewidują zatrzymanie się wzrostu populacji na świecie3.
-----------------------------
1 Rzym, Robert Hughes, Warszawa 2012
2 Atlas der Schrumpfenden Städte, Philipp Oswalt, Berlin 2006
3 Atlas der Schrumpfenden Städte
-----------------------------
1 Rzym, Robert Hughes, Warszawa 2012
2 Atlas der Schrumpfenden Städte, Philipp Oswalt, Berlin 2006
3 Atlas der Schrumpfenden Städte