sobota, 31 grudnia 2016

Każdy koniec może być początkiem

Wyludnianie się miast staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym, lecz historia procesu sięga starożytności. Wiele istniejących po dziś dzień ośrodków miejskich ma w swych dziejach choć jeden etap wyludniania, co dowodzi, że proces ten nie musi być nieodwracalny i nie jest tożsamy ze śmiercią miasta.

Za przykład możemy wziąć starożytny Rzym lub inne miasta leżące w granicach Cesarstwa, które po zapaści państwa przeżyły odpływ ludności na tereny wiejskie oraz zapaść ekonomiczną oraz infrastrukturalną.1 Po przecięciu rzymskich akweduktów przez Gotów ludność skupiła się nad Tybrem, skąd łatwiej było pozyskać wodę. W rezultacie całe ówczesne centrum miasta (zlokalizowane na wzgórzach) zmieniło się w pustkowie, na którym antyczne gmachy przybrały rolę kamieniołomów.2 Populacja skurczyła się z miliona do 50 tysięcy mieszkańców.3

Moment ten należy traktować jako swoisty punkt wyjścia dla kształtowania się nowych form osadnictwa i budownictwa. Co prawda skończyła się epoka stabilizacji, silnej państwowości, ustalonych styli architektonicznych, i zasad planowania miast; jak pokazały jednak następne stulecia, życie wróciło na zgliszcza z spontanicznością, która mimo braku odpowiednich materiałów oraz wykwalifikowanych budowniczych pozwoliła ludziom osiedlać się wśród ruin.4 Pozostałości dawnych struktur, głównie amfiteatrów, zostały przemienione w obronne osiedla, dające schronienie w niepewnych czasach mieszkańcom takich miast jak Florencja5, Lukka, Arles, Perigueux czy Senlis6, a rozległe połacie terenu leżące w obrębie dawnych murów miejskich zmieniły się w pola uprawne i pastwiska. Co ciekawe, miejskie uprawy towarzyszą wyludnianiu się miast również dzisiaj, wystarczy wspomnieć Ivanowo7 czy Detroit, w których zubożałe społeczności zaczęły uprawiać ziemię żeby pozyskać wyżywienie na własny użytek lub też na sprzedaż.8

Doskonałą ilustracją życia, które toczyło się między tym, co zostało ze starożytnego imperium, są ryciny Giovanniego Battisty Piranesiego, który skrupulatnie przeniósł na papier całą „dzielnicę antyczną”, jak nazywano pustkowia z pozostałościami dawnej świetności Rzymu. Na jego pracach widać wyraźnie, że bynajmniej ruiny te nie są martwe. Można wśród nich zobaczyć pasące się kozy, ludzi odpoczywających w cieniu kolumn, handlarzy, intelektualistów mierzących i szkicujących antyczne detale (być może Piranesi umieścił tam samego siebie). Poza tym skruszone mury porośnięte są gęstą roślinnością, wzmacniającą romantyczny wydźwięk miejsca.9

Rys 1. Ruiny Świątyni Junony, źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/65/Piranesi-15021.jpg?uselang=fr















Uważam te ryciny za istotną przesłankę do sformułowania tezy, że miasto wymierające czy też wymarłe można postrzegać nie jako przygnębiający dowód upadku, ale jako tło dla triumfującego życia, podkreślające dodatkowo jego zdolność do adaptacji tego, co zastane. Nawet w akcie pozyskiwania budulca z dawnych gmachów nie widziałbym tylko aktów barbarzyństwa lecz też oznakę tego, że miasto, choć przekształcone, wciąż żyje, a w mojej opinii budulec jest jednym z nośników pamięci o jego dawnych dziejach.

Rzym, po wielu różnych zawirowaniach historii, w wyniku których populacja miasta nieraz kurczyła się jeszcze bardziej niż po upadku imperium, przekroczył liczbę mieszkańców z czasów Oktawiana Augusta dopiero w pierwszej połowie lat 30-tych XX wieku10 (!), a poza obrys Murów Aureliańskich wytyczonych w III wieku (nie licząc Watykanu), miasto rozwinęło się dopiero po połowie XIX wieku, w rezultacie zjednoczenia się Włoch11. Mimo wielu dramatycznych momentów, których Rzym doświadczył, jest dziś znowu największym miastem Italii i stolicą państwa a oznaki jego upadku sprzed ponad tysiąca lat oglądane są przez ludzi przyjeżdżających z całego świata.

-----------------------------
1Wacław Ostrowski, Wstęp do historii budowy miast, Warszawa 1996, s. 68

2 Doskonale ilustruje to plan miasta sporządzony przez Bufaliniego, na którym wyraźnie widać jak miasto „skurczyło się” wewnątrz Murów Aureliańskich. Wacław Ostrowski, Wstęp do historii budowy miast, Warszawa 1996, s.407

3 https://www.highbeam.com/doc/1G1-20586744.html

4 Leonardo Benevolo, Storia della cita, Frankfurt/Nowy Jork 2000, s. xxx

5 Tem sam scenariusz wyludniania towarzyszył Florencji - jej populacja skurczyła się z 10 tysięcy mieszkańców do około tysiąca. Amfiteatr leżący na obrzeżach miasta stał się warowną twierdzą, zostawiając swój ślad w planie miasta do dziś (zajmuje aż trzy bloki zabudowy). Zob. Leonardo Benevolo, Storia della cita, Frankfurt/Nowy Jork 2000, s. 481, 500

6 Leonardo Benevolo, Storia della cita, Frankfurt/Nowy Jork 2000, s. 330, 331

7 Przykład Ivanowa był omawiany podczas wykładu, który Philipp Oswalt wygłosił w AA School of Architecture w Londynie 14 marca 2005 roku.

8 Uprawy w Detroit nie służą tylko wyżywieniu mieszkańców, ale też detoksykacji gruntu (np. słoneczniki absorbują dużą ilość toksyn z ziemi). Philipp Oswalt, Shrinking cities Volume 1, Osterfildern 2006, s. 485

9 Pełen zbiór prac Piranesiego można znaleźć w publikacji pod redakcją Luigiego Ficcciego Giovanni Battista Piranesi, The Complete Ethings, Volume 1-2

10 http://dati.istat.it/Index.aspx

11 Dowodem na to mapa pod tytułem Plan de Rome moderne, wydana w Paryżu w 1838 roku, na której zwarta zabudowa wciąż stanowi niewielką część terenu zamkniętego murami.

czwartek, 29 grudnia 2016

„Życie zawsze ma rację”

Gęste, zawiesiste chmury zasnuły niebo nad hałdą. Jej czerń stała się pełniejsza i bardziej hipnotyzująca niż zwykle. Moje kroki grzęzły w smolistej substancji, która powstaje zazwyczaj z błotnistej mieszanki o wysokiej zawartości węgla. Wreszcie dotarłem na krawędź, z której roztaczał się widok końca czasu. Na horyzoncie zwały dymu z kominów łączyły się z chmurą, tworząc most między martwą ziemią i ołowianym niebem. U moich stóp gigantyczna wyrwa w ziemi, rozległa na kilometr, liczne sterty gruzu, parujące po zetknięciu z mroźnym deszczem. Dotarłem tu w poszukiwaniu huty - niegdyś miejsca zatrudnienia pięciu tysięcy ludzi, wykonujących ciężką, acz dobrze płatną pracę2. Oczom mym ukazało się zapadlisko, jakby wygryziono coś nie tylko z miejsca, ale i z pamięci. 

Wtedy mój wzrok zaczął kierować się ku zieleni, nieśmiało wyrastającej na tym nieprzyjaznym gruncie. Niska roślinność, ci pionierzy życia, mało spektakularnie, lecz pewnie, krok po kroku, zajmowała miejsce, które przez ludzi spisane zostało na straty.

Stojąc tam, czułem się bardzo niejednoznacznie. Z jednej strony smutek, przemijanie, tęsknota za dawnym, lepszym. Z drugiej wszechogarniająca cisza, spokój, czas na zastanowienie, refleksję. I wszędzie natura, powracająca nieustannie, przypominająca nam, że nie ma końca, który nie byłby jednocześnie początkiem. To samo uczucie towarzyszyło mi wszędzie, gdzie zaprowadziły mnie moje badania. Na ulicach wschodnioniemieckich opustoszałych miast, we włoskich zapomnianych miasteczkach ukrytych wysoko w górach i wreszcie tu, w Bytomiu - mieście znanym z tego, że właśnie przestaje istnieć. 


-----------------------------



1 Tytuł to sformułowanie użyte przez Le Courbusiera w książce Kiedy katedry były białe, Warszawa 2012

2 Robert Brudzyński: Krótka historia procesu upadłości Huty Bobrek w Bytomiu. W: Charakterystyka wybranych sektorów infrastrukturalnych i wrażliwych w gospodarce polskiej oraz możliwości ich prywatyzacji. CASE, 1999, s. 85

poniedziałek, 7 listopada 2016

Ludzie Bytomia >> Samotność Złomiarza

Błoto podwórka na czas jakiś wyschło i, pyląc, trafia do płuc razem z zapachem węgla palonego w piecach. Okno kadruje widok na czarną ścianę, z której tynk wciąż odpada, choć wydaje się, że odpaść już nie ma co. Oprócz tego, w ramie okiennego obrazu, mieści się metalowa drabinka, z której żółta farba schodzi płatami. Wbrew wszelkim przypuszczeniom, dzieci korzystają z niej jako swej świątyni zabaw, ratując smutek krajobrazu wyobraźnią. 

Na tej drabince usiadł, zmęczony, po godzinach łowów. To nie jest jego dzień. W pustej taczce jeden tylko pręt żelazny podąża z nim do miejsca transakcji, a często są to zwoje kabli, blachy, fragmenty rur z kopalni. Tak, dzień po dniu, walczy o przetrwanie w tej potransfrormacyjnej magmie. Kiedyś życie było łatwiejsze, każdy miał swoje miejsce w tym świecie, mawiają jego rówieśnicy. A teraz to jest jego miejsce. Drabinka na brudnym podwórku, na którym robi sobie postój w drodze do skupu.

Nagle otacza go życie. Dzieci po zabawie w chowanego podbiegły, zaciekawione. Znają go, jego taczkę, często przychodzi w te okolice. Może nawet mieszka w jednej z kamienic. Widzę ich rozmowę, trwającą w całkiem długo. W pewnym momencie ciężkim ruchem podnosi się, sięga do taczki i swoją jedyną zdobycz przekazuje pewnej dziewczynce. Ta, triumfalnie, niczym z mieczem wzniesionym przed szarżą, odbiega w głąb podwórka, pociągając za sobą grupkę rówieśników. Z takim artefaktem zabawa na cały dzień zyskała niezwykłe urozmaicenie.

Usiadł z powrotem na drabince, której, choćby nie wiem jak mocno próbując, nigdy stąd nie wywiezie na taczce. Wzrok wbił w błoto podwórka, wyschnięte na jakiś czas na suchy pył. To nie jest jego dzień. Wróci dziś do domu z pustymi rękoma.


niedziela, 18 września 2016

Ludzie Bytomia >> Wstęp

Postmiasto to tytuł roboczy mojej pracy dyplomowej, którą robię na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Z założenia miała ona dotyczyć wyludniających się miast. Zwieńczeniem pracy badawczej jest projekt, do którego musiałem znaleźć odpowiednią lokalizację. Po rozeznaniu wybrałem Bytom jako jedną z najszybciej kurczących się miejscowości w Polsce. 

W ramach pracy nad dyplomem, postanowiłem sportretować niektórych mieszkańców Bytomia, w miarę możliwości ich historie. Zapraszam na krótki cykl tekstów poświęconych rodowitym i napływowym Bytomianom.

wtorek, 19 lipca 2016

Wyludnianie >> Wstęp

Na przestrzeni tysiącleci osiedla ludzkie zaludniały się i wyludniały. Rzym wyludnił się po upadku Cesarstwa, zresztą nie był to jedyny raz, kiedy jego populacja skurczyła się niemal do zera1. Brugia wymarła, ponieważ jako miasto portowe straciła rację bytu po tym, jak linia brzegowa morza odsunęła się na odległość kilku kilometrów od miasta. Liczne miasteczka w obydwu Amerykach wyrastały jak grzyby po deszczu na obszarach, na których odkryto złoża srebra bądź złota. Tak samo zmieniały się w miasta-duchy po wyczerpaniu tychże zasobów. Powodów było wiele, nigdy jednak proces ten nie stanowił części składowej procesu cywilizacyjnej ewolucji.

Obecnie znajdujemy się po raz pierwszy w historii w momencie, w którym całe rejony świata, w tym duże miasta, wyludniają się, w dodatku nie pod wpływem indywidualnych bądź losowych przyczyn, a ogólnoświatowych zjawisk demograficznych i społecznych. Rejony, o których mowa, to przede wszystkim kraje tzw. Cywilizacji Zachodniej oraz Europa Wschodnia, a więc państwa-spadkobiercy dawnego Bloku Wschodniego. Dzieje się tak z dwóch powodów, zresztą ściśle ze sobą powiązanych. 

Po pierwsze, Europa Zachodnia (a zaraz po niej Ameryka Północna), jako pierwszy rejon na świecie, została uprzemysłowiona. Od połowy XIX do połowy XX wieku miliony ludzi napływały z rejonów wiejskich do błyskawicznie rosnących ośrodków miejskich, zmieniając nie tylko rodzaj wykonywanej pracy, ale też styl życia. Po epoce industrialnej, w wyniku automatyzacji przemysłu oraz przeniesienia ośrodków produkcji do innych rejonów świata, ogromna gałąź rynku pracy zaczęła zanikać, skutkując kryzysem miast przemysłowych (a więc w praktyce większości miast Zachodu). Europa Wschodnia uprzemysłowiła się z pewnym opóźnieniem. Poza tym gdy na kapitalistycznym Zachodzie zamykano fabryki i kopalnie z powodu braku rentowności, komunistyczny Wschód utrzymywał status quo, powodowany proletariackim paradygmatem. Proces de-industrializacji, w konsekwencji też depopulacji, dotknął więc również tereny od dawnego NRD począwszy na Syberii skończywszy, jednak nie bez kilkudziesięcioletniego opóźnienia.

Drugim powodem jest pewnego rodzaju rozdział w historii demograficznej zmiany, w którym akurat znajduje się Świat Zachodni2. Na początku osadnictwa ludzkość tworzyła tzw. Cywilizację Agrarną. Charakterystyczny dla niej był wysoki wskaźnik urodzin, oraz wysoki wskaźnik umieralności, przez co populacja utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie liczebności. Potem, w miarę rozwoju medycyny, spadała umieralność, a współczynnik urodzeń rósł. Apogeum przypadło na czasy rewolucji przemysłowej. Od tego czasu w najbardziej rozwiniętej części świata umieralność osiągnęła najniższy dotychczas poziom, lecz jednocześnie rodzi się coraz mniej dzieci.

Znajdujemy się więc w momencie, w którym nie mamy wglądu w to, co nastąpi. Nie ma bowiem historycznych odniesień, którymi moglibyśmy się posiłkować.

Generalizując: resztę świata czeka prawdopodobnie ta sama kolej rzeczy, jednak pozostałe obszary znajdują się wciąż na innych etapach rozwoju demograficznego. Prawdopodobnie spadek liczby urodzeń jest uzależniony od poziomu dobrobytu, przejścia gospodarki na rynek usług oraz innych zjawisk, które wystąpiły w Europie, zanim pojawią się w krajach gorzej rozwiniętych. Jeśli uznać, że każdy rejon świata prędzej czy później osiągnie poziom rozwoju zbliżony do dzisiejszej Europy, potwierdzi to prognozy demograficzne dla całego świata, które około roku 2070 przewidują zatrzymanie się wzrostu populacji na świecie3.

-----------------------------

1 Rzym, Robert Hughes, Warszawa 2012
2 Atlas der Schrumpfenden Städte, Philipp Oswalt, Berlin 2006
3 Atlas der Schrumpfenden Städte